Samochód dostawczy z napędem elektrycznym we flocie firmowej

Ponad połowa firm chce więcej elektryków we flocie. Bariery rosną szybciej w Polsce

Karol
4 min czytania

W ciągu dwóch lat 56 proc. europejskich firm zamierza zwiększyć liczbę samochodów w pełni elektrycznych, a 15 proc. planuje ich mniej. W Polsce wzrost przewiduje 52 proc. badanych, spadek również 15 proc. Tak wynika z badania DKV Mobility przeprowadzonego wśród ponad 1700 osób odpowiedzialnych za floty w ośmiu krajach.

Bilans intencji jest więc wyraźnie dodatni. Ciekawsze jest jednak to, co badanie mówi o sposobie podejmowania tych decyzji.

Polski menedżer widzi więcej przeszkód

Plany zakupowe polskich firm są zbliżone do europejskich, ale lista barier znacznie dłuższa.

W Polsce 81 proc. respondentów wskazuje niewielką gamę pojazdów alternatywnych, 80 proc. wysokie ceny zakupu, 79 proc. niedostatecznie rozwiniętą publiczną infrastrukturę ładowania, 76 proc. koszty serwisowania, a 75 proc. ceny energii. Kolejne 76 proc. ma trudność z oceną otoczenia regulacyjnego, a 73 proc. dostrzega ryzyko wartości rezydualnej.

Dla porównania, w całej próbie europejskiej ceny zakupu wskazuje 73 proc., ograniczoną gamę pojazdów 71 proc., publiczną infrastrukturę 69 proc., a ceny energii 68 proc. Bieżąca presja kosztowa jest wyzwaniem dla 76 proc. respondentów w Europie i 80 proc. w Polsce.

Nagromadzenie tych czynników tłumaczy, dlaczego coraz więcej firm porzuca proste porównanie ceny zakupu na rzecz rachunku całego cyklu użytkowania.

Najdroższy błąd to traktowanie elektryka jak zamiennika

Anna Biekionis, Country Manager DKV Mobility, wskazuje na pułapkę, w którą wpada wiele firm przy pierwszym zakupie.

„Dwa pojazdy o podobnych parametrach katalogowych mogą dać zupełnie inny wynik w zależności od tras i czasu postoju. Przed zakupem warto sprawdzić dzienne przebiegi, regularność pracy, możliwość ładowania w bazie oraz zapotrzebowanie na punkty publiczne”, mówi.

Jej rada jest jednoznaczna: nie każda część floty musi elektryfikować się w tym samym momencie. Najbezpieczniej zaczynać tam, gdzie wykorzystanie pojazdu i ładowanie są najbardziej przewidywalne.

To istotna wskazówka dla mniejszych firm, bo odwraca typową kolejność decyzji. Zamiast pytać, który samochód kupić, trzeba najpierw ustalić, który kurs w ogóle nadaje się na elektryka.

Ładowarka w bazie to już standard

Wśród firm, które mają we flotach pojazdy elektryczne lub hybrydy plug-in, własną infrastrukturę posiada 89 proc. w Europie i 88 proc. w Polsce. Szybkie punkty na terenie firmy deklaruje 60 proc. badanych użytkowników, a ładowarki ścienne 39 proc.; w Polsce odpowiednio 68 proc. i 27 proc.

Dalsze inwestycje w infrastrukturę w ciągu dwóch lat planuje 70 proc. firm w całej próbie i 67 proc. w Polsce. Firmowa baza odpowiada za 47 proc. wskazań jako miejsce ładowania, zarówno w Europie, jak i w Polsce.

Jest jednak różnica, która ma praktyczne skutki. Publiczne punkty mają w Polsce większe znaczenie niż przeciętnie: 37 proc. wobec 31 proc. średnio. To znaczy, że polska firma częściej niż europejska musi umieć rozliczyć ładowanie w trasie, a nie tylko u siebie.

Dane okazują się trudniejsze niż sprzęt

Najbardziej zaskakująca część wyników dotyczy nie pojazdów, lecz kontroli nad kosztami.

Pełną kontrolę kosztów i przejrzystość jako wyzwanie wskazuje 68 proc. firm. Inwestycję w odpowiednie narzędzia cyfrowe za trudność uważa 67 proc., a 62 proc. zmaga się ze zbyt dużą liczbą różnych systemów i programów.

To typowy problem wdrożeń robionych etapami. Ładowanie w bazie rozlicza jeden system, ładowanie publiczne drugi, paliwo do reszty floty trzeci. Każdy z osobna działa, a właściciel nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, ile kosztuje przejechany kilometr.

Skala pomaga i szkodzi jednocześnie

Duże przedsiębiorstwa w Europie częściej planują wzrost udziału pojazdów elektrycznych: 66 proc. firm zatrudniających co najmniej 500 osób wobec 50 proc. firm do 49 pracowników. W transporcie zwiększenie liczby elektryków planuje 64 proc. badanych, więcej niż w usługach i handlu.

Wraz z wielkością floty rosną jednak problemy z kosztami, narzędziami i serwisem. Skala daje możliwość inwestowania, ale podnosi cenę błędu organizacyjnego.

Co z tego wynika dla małej firmy

Przewagą mniejszej floty jest to, że da się ją policzyć na kartce. Zanim pojawi się pytanie o model samochodu, warto odpowiedzieć na pięć innych: które pojazdy mają powtarzalne trasy i długie postoje, gdzie będą ładowane, jaka moc jest dostępna w obiekcie i kiedy, ile wyniesie pełny koszt użytkowania oraz kto będzie kontrolował sesje i koszty.

Badanie DKV Mobility przeprowadził Innofact AG metodą wywiadów online od 6 do 16 listopada 2025 r. wśród 1732 osób odpowiedzialnych za floty w Niemczech, Włoszech, Francji, Holandii, Hiszpanii, Polsce, Czechach i Rumunii. Polska próba liczyła 226 respondentów, a badanie objęło firmy mające co najmniej dwa samochody osobowe lub dostawcze do 3,5 t.

Źródło: DKV Mobility za PAP MediaRoom