Autobus wodorowy w komunikacji miejskiej podczas tankowania

Dotacja pokryła zakup, ale nie eksploatację. Lekcja z autobusów wodorowych dla każdej firmy

Karol
3 min czytania

Historia polskich autobusów wodorowych to jeden z najlepszych dostępnych przykładów błędu, który popełniają nie tylko samorządy. Nazwijmy go wprost: policzono cenę zakupu, a nie koszt posiadania.

Co się wydarzyło

W ostatnich latach kilkanaście polskich miast zainwestowało w autobusy zasilane wodorem, licząc na czystsze powietrze, dostępne dotacje i zgodność z europejskimi wymogami. Przepisy unijne przewidują, że do 2035 roku wszystkie nowe autobusy miejskie mają być bezemisyjne, więc kierunek wydawał się oczywisty.

Kluczowa była jednak struktura wsparcia. Dzięki dotacjom samorządy mogły kupować autobusy wodorowe praktycznie bez wkładu własnego, ponieważ programy unijne refundowały nawet 100 procent kosztów zakupu. Dla porównania, w przypadku autobusów elektrycznych poziom wsparcia wynosił zwykle od 60 do 80 procent.

Różnica w dotacji przesądziła o wyborze technologii. I tu zaczyna się problem.

Czego nie sfinansowano

Za rozwojem floty nie nadążyła infrastruktura, dotowana znacznie słabiej. Do końca 2025 roku w całej Polsce działało zaledwie dziewięć publicznych stacji tankowania wodoru, a w 2026 roku uruchomiono kolejne cztery. Dla porównania punktów ładowania pojazdów elektrycznych jest w kraju ponad 12,5 tysiąca.

Efekt jest przewidywalny. Pojazd kupiony za darmo wymaga paliwa, którego nie ma gdzie zatankować, a jego cena pozostaje wysoka. Koszt eksploatacji, którego nie obejmowała żadna refundacja, spadł w całości na budżety miast.

Dlaczego to dotyczy także prywatnej firmy

Mechanizm jest dokładnie ten sam przy każdym dofinansowaniu środka trwałego. Dotacja obniża barierę wejścia, ale nie zmienia rachunku ekonomicznego na kolejne lata. Przedsiębiorca kuszony wysokim poziomem wsparcia wybiera rozwiązanie, którego nie wybrałby, płacąc z własnej kieszeni.

Widać to w wielu obszarach. Maszyna o rzadkim standardzie serwisowym, oprogramowanie wymagające drogiego utrzymania, instalacja bez zaplecza serwisowego w regionie, flota na paliwo alternatywne bez infrastruktury po drodze.

Jak liczyć, żeby nie wpaść w tę pułapkę

  • Licz całkowity koszt posiadania w perspektywie pięciu do dziesięciu lat, a nie cenę po dotacji. Paliwo lub energia, serwis, części, przestoje i ubezpieczenie zwykle przewyższają cenę zakupu.
  • Sprawdź zaplecze zanim kupisz. Zapytaj wprost, gdzie jest najbliższy serwis i najbliższy punkt zaopatrzenia oraz jaki jest czas oczekiwania na część.
  • Zapytaj, ilu użytkowników w Twoim regionie ma już to rozwiązanie. Samotny pionier płaci za wszystkie błędy technologii.
  • Policz wariant bez dotacji. Jeżeli inwestycja nie ma sensu bez wsparcia, to znaczy, że kupujesz dotację, a nie narzędzie pracy.
  • Zapytaj o wartość odsprzedaży. Sprzęt niszowy bywa trudny do zbycia, co ma znaczenie, gdy plany się zmienią.

To nie jest argument przeciw dotacjom

Warto zaznaczyć, że problemem nie było samo wsparcie publiczne, tylko jego nierównomierny rozkład, który premiował zakup i pomijał infrastrukturę. Dobrze zaprojektowana dotacja przyspiesza rozwój firmy. Źle zaprojektowana przesuwa koszt w czasie i sprawia, że decyzję podejmuje się pod dostępne pieniądze, a nie pod potrzebę.

Podsumowanie

Zanim sięgniesz po dofinansowanie, zrób prosty test. Wypisz koszty, które poniesiesz w drugim, trzecim i piątym roku użytkowania, i sprawdź, czy nadal wybrałbyś to samo rozwiązanie. Jeżeli odpowiedź brzmi nie, dotacja właśnie próbuje podjąć decyzję za Ciebie.

Źródło: PAP MediaRoom. Zdjęcie: Fot. PZS/Diana Maciąga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *