PKP Intercity zaprezentowało rozkład jazdy na sezon 2026/2027. Dla firm, które regularnie wysyłają ludzi w trasę, najważniejsza jest nie liczba nowych pociągów, lecz zmiana zasady ich układania. Przewoźnik przechodzi na kursowanie cykliczne, czyli w stałych odstępach czasu.
Na czym polega cykliczność
W zależności od natężenia ruchu pociągi mają kursować co 30 minut, co godzinę, co dwie lub co cztery godziny. Praktyczna konsekwencja jest taka, że planując wyjazd, nie trzeba sprawdzać pojedynczych kursów. Wystarczy wiedzieć, z jaką częstotliwością obsługiwana jest dana trasa.
Przewoźnik podaje konkretne przykłady. Warszawa i Trójmiasto mają być połączone przez większą część dnia co 30 minut, licząc łącznie kategorie TLK, IC, EIC i EIP. Na trasie Warszawa i Poznań pociągi ekspresowe mają jeździć co godzinę, a ekonomiczne co dwie. Relacja Warszawa i Szczecin to połączenia co dwie godziny, naprzemiennie ekspresowe i ekonomiczne. Szczecin i Poznań otrzymują kurs co godzinę.
W rytmie czterogodzinnym mają funkcjonować dłuższe ciągi, na przykład Szczecin, Poznań, Łódź, Tomaszów Mazowiecki, Opoczno, Włoszczowa i Kraków, a także relacja z Warszawy przez Starachowice, Ostrowiec Świętokrzyski, Sandomierz, Tarnobrzeg i Rzeszów do Przemyśla.
Więcej połączeń niż obecnie
Nowy rozkład przewiduje 600 połączeń, czyli o 69 więcej niż w rozkładzie obowiązującym. W sezonie letnim liczba ma wzrosnąć do 622. Przewoźnik zapowiada też kontynuację programu „Kolej lokalnych społeczności”, adresowanego do mniejszych miejscowości.
Od połowy grudnia na trasie Warszawa i Kraków pojawią się dwa pociągi kategorii ekonomicznej: TLK Wit Stwosz w relacji Białystok i Zakopane oraz IC Zamenhof łączący Białystok z Krakowem. Oba przechodzą przez stolicę, co dla podróżnych z północnego wschodu kraju oznacza bezpośredni dojazd na południe bez przesiadki.
Co to zmienia w kosztach podróży służbowych
Przewidywalny rozkład ułatwia planowanie spotkań w drugim mieście tego samego dnia. Przy kursie co godzinę margines bezpieczeństwa przy ustalaniu godziny powrotu może być mniejszy, bo spóźnienie na jeden pociąg nie oznacza utraty całego dnia.
Dla firm oznacza to również prostsze ustalanie zasad w polityce podróży służbowych. Zamiast rozpisywać konkretne kursy, wystarczy wskazać trasy obsługiwane cyklicznie i godziny, w których pracownik ma wracać.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak określił kierunek jako kolej dostępną, regularną i przewidywalną, odpowiadającą na potrzeby mieszkańców całego kraju.
Rozkład wchodzi w życie od połowy grudnia, warto więc przejrzeć powtarzalne trasy firmowe pod kątem nowych częstotliwości, zanim zapadną decyzje o rezerwacjach na pierwszy kwartał.
Osobną wartością jest przewidywalność przy planowaniu dłuższych delegacji. Trasy obsługiwane co cztery godziny wyznaczają realne okno na spotkanie w odległym mieście, a rozkład cykliczny pozwala policzyć je z wyprzedzeniem, bez wertowania kolejnych wariantów.
Dla pracodawcy liczy się także koszt alternatywny. Godzina spędzona w pociągu z gniazdkiem i stolikiem bywa produktywna, czego nie da się powiedzieć o godzinie za kierownicą. Przy powtarzalnych trasach zestawienie czasu przejazdu z realnym kosztem pracy bywa korzystniejsze dla kolei, niż wynikałoby z samego porównania ceny biletu ze stawką za kilometr.