Na koniec 2025 roku wartość zagranicznych inwestycji w Polsce przekroczyła 1,5 biliona złotych, a sam napływ kapitału w ciągu roku sięgnął 65,5 miliarda. Liczba nowych projektów inwestycyjnych wzrosła o 10 procent, do 285, podczas gdy w całej Europie spadła o 7 procent. Polska Agencja Inwestycji i Handlu sfinalizowała 64 projekty o deklarowanej wartości ponad 4 miliardów euro, zapowiadające ponad 6,6 tysiąca miejsc pracy.
Dla małej firmy z tej statystyki wynika jedna konkretna rzecz: w promieniu kilkudziesięciu kilometrów może właśnie powstawać zakład, który będzie szukał tych samych spawaczy, operatorów i techników utrzymania ruchu co Ty.
Inwestorzy sami mówią, czego się boją
W ankiecie koniunkturalnej Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej Polska zajęła drugie miejsce wśród 14 krajów regionu, a 94,5 procent firm wybrałoby ją ponownie. Najwyżej oceniono członkostwo w Unii, potencjał wzrostu oraz zaangażowanie i kompetencje pracowników, docenione przez 80,4 procent badanych.
Jednocześnie 58 procent wskazało sytuację demograficzną i wynikający z niej niedobór wykwalifikowanych kadr jako czynnik, który w dłuższej perspektywie może ograniczyć rozwój biznesu. Trzy czwarte firm obawia się w najbliższym roku wzrostu kosztów energii.
To rzadki przypadek, gdy duży gracz publicznie przyznaje, że jego wąskim gardłem nie jest kapitał, tylko ludzie. Mała firma może z tego wyciągnąć wniosek praktyczny.
Rekrutacja przestaje dotyczyć stanowisk
„Rekrutacja coraz częściej dotyczy nie tyle obsadzania stanowisk, ile pozyskiwania konkretnych kompetencji” mówi Agnieszka Pietrasik, Executive Director w agencji Devire, która wspiera inwestorów w budowaniu zespołów w Polsce. Dodaje, że dynamicznie rosną sektory zbrojeniowy i energetyczny, elektromobilność, zaawansowane technologie, farmacja oraz przemysł spożywczy.
Przesunięcie z etatu na kompetencję działa też w drugą stronę i akurat tutaj mniejszy pracodawca ma przewagę. Duży zakład rekrutuje pod sztywny opis stanowiska, bo tak ma ustawione procedury. Mała firma może zatrudnić osobę, która ma trzy czwarte potrzebnych umiejętności, i dobrać resztę w trakcie.
Cztery rzeczy, które realnie zmieniają wynik rekrutacji
Podaj widełki w ogłoszeniu. Obowiązek jawności wynagrodzeń i tak zmierza w tę stronę, a ogłoszenie bez kwoty odsiewa kandydatów, zanim zdążysz z nimi porozmawiać.
Policz koszt wakatu, nie koszt podwyżki. Stanowisko nieobsadzone przez trzy miesiące kosztuje zwykle więcej niż różnica w pensji, która by je obsadziła. Dopóki tego nie policzysz, każda podwyżka wygląda na stratę.
Skróć proces do dwóch spotkań. Przy niedoborze kandydat ma kilka rozmów naraz. Firma, która odpowiada po tygodniu, przegrywa z tą, która decyduje w dwa dni.
Sprawdź, co naprawdę oferujesz poza pensją. Wpływ na zakres zadań, bliskość domu, stabilny grafik i bezpośredni kontakt z właścicielem to przewagi, których korporacja nie odtworzy. Trzeba je tylko nazwać w ogłoszeniu zamiast pisać o dynamicznym zespole.
Na co uważać przy czytaniu takich danych
Analizę przygotowała agencja rekrutacyjna, czyli podmiot, który zarabia na rekrutacjach, i to naturalne, że akcentuje trudność pozyskania kadr. Same liczby pochodzą jednak z Narodowego Banku Polskiego, PAIH, EY i izby handlowej, więc można je traktować jako obraz rynku, a nie materiał sprzedażowy.
Druga uwaga dotyczy geografii. Kapitał zarejestrowany w Holandii czy Luksemburgu nierzadko pochodzi skądinąd, bo część inwestycji przechodzi przez podmioty specjalnego przeznaczenia. Przy ocenie, kto wchodzi do Twojej branży, lepiej patrzeć na konkretny zakład i konkretne ogłoszenia o pracę niż na kraj rejestracji spółki.
Źródło: Devire za PAP MediaRoom