Właściciel firmy, który rozważa fotowoltaikę na dachu hali, pompę ciepła w biurze albo wymianę auta na elektryczne, trafia dziś na dwa zestawy sprzecznych twierdzeń i żaden nie jest oczywiście fałszywy. Raport „Dezorientacja klimatyczna”, przygotowany przez Instytut Spraw Publicznych, Fundację „Przeciwdziałamy Dezinformacji” FakeNews.pl oraz Fundację Climate&Strategy, pokazuje skalę tego zamieszania.
Na próbie tysiąca osób sprawdzono wiedzę o klimacie i energetyce. Wyniki nie układają się w obraz społeczeństwa wierzącego w jedną fałszywą wizję. Układają się w obraz niepewności: 43 procent nie wie, czy samochody elektryczne zmniejszają zależność Polski od importu ropy, 42 procent nie potrafi ocenić, czy turbiny wiatrowe emitują szkodliwe infradźwięki, a 37 procent nie wie, czy energia ze słońca i wiatru jest droższa od tej z węgla i gazu.
Dlaczego to uderza akurat w przedsiębiorcę
Klient indywidualny, który nie wie, komu wierzyć, zwykle odkłada decyzję i niewiele traci. Firma odkładająca decyzję płaci rachunki według starej stawki i robi to co miesiąc. Trzy czwarte inwestorów ankietowanych przez izby handlowe wskazuje wzrost kosztów energii jako główną obawę na najbliższy rok, więc stawką jest konkretna pozycja w rachunku wyników.
Gorsze jest to, że sprzedawca instalacji także bywa źródłem przekazu. Przy jednej rozmowie handlowej usłyszysz, że inwestycja zwróci się w cztery lata, przy drugiej, że panele są ekologiczną fikcją. Obie wypowiedzi padają od osób zainteresowanych wynikiem.
Skąd bierze się ten szum
Autorzy raportu przeanalizowali blisko 15 tysięcy artykułów i wpisów opublikowanych od stycznia 2025 do sierpnia 2026 roku w 13 rosyjskich mediach głównego nurtu oraz w polskojęzycznych mediach społecznościowych. Wniosek: w krajowej debacie pojawiają się narracje zbieżne z rosyjską propagandą, wykorzystujące obawy o ceny energii, miejsca pracy i suwerenność.
„Nie chodzi wyłącznie o rozpowszechnianie fałszywych informacji, ale przede wszystkim o wzbudzanie niepewności” mówi Mateusz Zadroga, redaktor naczelny portalu FakeNews. Spośród 196 przeanalizowanych publicznych wpisów na Facebooku około połowa pochodziła z profili polityków lub partii. Autorzy zaznaczają przy tym, że wynika to głównie z logiki krajowej rywalizacji politycznej, a nie z inspiracji zewnętrznej.
To ważne zastrzeżenie i warto je powtórzyć: raport nie twierdzi, że polscy politycy działają na czyjeś zlecenie. Twierdzi, że efekt bywa zbieżny.
Jak decydować, nie wchodząc w spór ideowy
Dobra wiadomość dla firmy jest taka, że decyzja energetyczna nie wymaga rozstrzygnięcia, kto ma rację w debacie publicznej. Wymaga czterech liczb z własnej działalności.
Zużycie i jego rozkład w dobie. Nie sama liczba kilowatogodzin, ale godziny, w których je zużywasz. Zakład pracujący od ósmej do szesnastej i piekarnia startująca o trzeciej w nocy mają zupełnie inną opłacalność fotowoltaiki, choć rachunek może być podobny.
Stawka z faktury, nie z reklamy. Weź rzeczywistą cenę z ostatnich dwunastu miesięcy razem z dystrybucją i opłatami stałymi. Wyliczenia handlowców potrafią operować stawką, której nie masz w umowie.
Moc przyłącza. To najczęstsza bariera, o której nikt nie uprzedza na początku rozmowy. Przy ładowarkach do aut i pompach ciepła decyduje o tym, czy inwestycja jest w ogóle wykonalna bez kosztownej rozbudowy.
Okres zwrotu przy dwóch scenariuszach cen. Policz przy cenie dzisiejszej i przy cenie niższej o kilkanaście procent. Jeśli inwestycja broni się tylko przy założeniu stale rosnących cen, jest zakładem o przyszłość rynku, a nie oszczędnością.
Prosty test na wiarygodność oferty
Poproś sprzedawcę o wyliczenie na Twoich danych z faktury, a nie na profilu typowej firmy. Poproś o wskazanie, przy jakich założeniach inwestycja się nie zwróci. Oferta, w której nie istnieje żaden taki scenariusz, nie jest wyliczeniem, tylko materiałem sprzedażowym. Ta sama zasada działa w drugą stronę przy treściach przekonujących, że żadna zmiana nie ma sensu.
Źródło: PAP MediaRoom